Dekalog świadomego człowieka: „4. Czcij ojca swego i matkę swoją”

Przedstawiam pierwszy obraz z cyklu „Dekalog świadomego człowieka”, który to obraz nosi tytuł „4. Czcij ojca swego i matkę swoją”. Tak, to są małpy, a konkretniej szympansy, z którymi my – ludzie, jak by nie patrzeć też ssaki człowiekowate – jesteśmy spokrewnieni, czy nam się to podoba czy – nie. Tym obrazem chciałam przypomnieć związek homo sapiens z innymi gatunkami naczelnych.

Obraz ma wymiar 70×70 cm, namalowałam go farbą akrylową w 2021 r.

„Jutro też wstanie dzień”

Drugi obraz w tym roku jest wyjątkowy pod kilkoma względami. Pierwszy dotyczy doboru barw – nietypowy jak dla mnie, ale spodobały mi się. Ponadto ten obraz zostanie wystawiony na aukcji charytatywnej, a co to za aukcja… Ho, ho. Sami zobaczycie; już niedługo. Będzie wideo, 2 stand-uperów i – mam nadzieję – żarty na poziomie. 😉

me.gusta:el.toro.1

Pierwszym obrazem 2021 r. był akryl przedstawiający hiszpańskiego byka bitewnego. Uwielbiam te zwierzęta; są silne, majestatyczne, dumne, wzbudzają niesamowity respekt. Są po prostu piękne. Spór o korridę wciąż trwa, choć – podobno – teraz nikt już nie zabija byków. Po co więc w ogóle męczyć te zwierzęta? Kiedyś wrócę do tematu…

No i stało się

Czasem są takie chwile w życiu, gdy masz ochotę ucieć daleko albo chociaż zamknąć się w domu i przeczekać. Czasem te chwile trwają dłużej, czasem krócej. Czasem są spowodowane czynnikami zewnętrznymi, a czasem sami sobie dokładamy problemów, bo nie umiemy poukładać czegoś w głowie. Czasem da się to wybiegać, wypocić, przepić, przespać; a czasem – nie.

Tak w skrócie wygląda historia powstania mojego obrazu pt. „Mam dość”. Wprawdzie zastanawiałam się bardzo długo, co z nim zrobić, bo jest dla mnie bardzo osobisty i wyraża sporo emocji, aż w końcu – stało się.

Zgłosiłam go do wystawy „WOLNOŚĆ/IZOLACJA. Pandemia jako pretekst”.

No i stało się po raz drugi – został zakceptowany. 🙂 Wernisaż wystawy odbędzie się 25 września (piątek) o godz. 17:00 w KIPISZu na Piotrkowskiej 282. Jeszcze będę przypominać. 🙂

Nie wstawię tu teraz tego obrazu, żebyście chętniej zajrzeli na wystawę, za to trochę jeszcze o nim poopowiadam.

Namalowałam go oczywiście farbą akrylową za pomocą szpachli i płaskiego pędzla do malowania ścian. „Mam dość” przedstawia człowieka, po prostu człowieka, który cierpi; nie pokazuje twarzy, siedzi tyłem do widza, odsłaniając białe, nagie, bezbronne plecy.

Czy wbijesz w nie nóż? A może otulisz je miękkim kocem? Czy też machniesz obojętnie ręką i zaraz zapomnisz?

Miejscami farba kapie ciężkimi kroplami i spływa swobodnie po płótnie jak ciepłe łzy po policzkach, jak zimna woda po ciele pod prysznicem, jak słony pot po przetrenowanym torsie.

Postać na obrazie jest zamknięta, samotna, pogubiona, nie umie nazwać tego, co czuje; trochę jak my chociażby podczas marcowego lockdownu, prawda?

Całość jest utrzymana w zimnej tonacji odcieni brudnego niebieskiego; każda barwa jest przełamana czarną farbą, przytłumiona i depresyjna…

Jestem niesamowicie ciekawa, jak odbierzecie ten obraz, widząc go wśród innych.

Do zobaczenia…!

Holenderskie impresje: Kinderdijk

Kilka lat temu wybrałam się w małą podróż po krajach Beneluxu. Choć stolicom tych krajów trudno odmówić piękna, mnie urzekły trzy inne – holenderskie – miejscowości: Haga, Delft i tytułowy Kinderdijk.

Kinderdijk [czyt. kinderdejk] to w zasadzie wieś położona kilkanaście kilometrów od Rotterdamu, w której do dziś stoją tak typowe i charakterystyczne dla Holandii wiatraki. Do dziś zachowało się ich dokładnie 19 i stanowią jedną z większych atrakcji turystycznych Holandii (osobiście polecam wsiąść w łódkę i przepłynąć wzdłuż brzegu, podziwiając wiatraki od dołu).

Pejzaży, jaki dziś prezentuję, to z jednej strony wyraz tęsknoty za możliwością delektowania się innym krajobrazem, a z drugiej – zachwyt ultramaryną.

Akryl, 40 x 50 cm, 2020 r.

Natchnienie w biegu

Był rześki sobotni poranek. Gdy wybiła godzina 06:30 i budzik zaczął niemiłosiernie dzwonić, informując, że pora wstawać, mocno się biłam z chęcią pozostania w ciepłej pościeli a koniecznością rozpoczęcia dnia krótką przebieżką po parku.

Oj, bardzo mi się nie chciało wstać. Włączyłam drzemkę w budziku, mając cichą nadzieję, że te parę minut przerwy w alarmie będą trwać i trwać. Poduszka pod moją głową wydawała się taka mięciutka, łóżko nagle stało się magnesem, które mocno trzymało mnie przy sobie, a kołdra, którą się nakryłam po same uszy, dawała błogie poczucie bezpieczeństwa. Powoli, bardzo powoli powieki stawały się coraz cięższe, oddech wolniejszy, sekundy dzieliły mnie od uśnięcia…

DRRRRRYYYYŃŃŃŃŃ

Znowu zadzwonił budzik, a ja – najpierw wystraszona, a potem już tylko wkurzona – postanowiłam wstać i rozprawić się najpierw z budzikiem, a potem z sennością.

Krótka poranna toaleta, coś na ząb, buty na nogi i już byłam gotowa do wyjścia. Przed domem jeszcze chwila rozgrzewki i ruszyłam przed siebie. Powolnym krokiem, bez smartbanda, bez telefonu, tylko dla samego rozruszania się po – kolejnej już niestety – przerwie od biegania.

Mijałam ludzi (jedni wracali chwiejnym krokiem po „okrążeniu nad ranem”, a inni szli z yorkami pod pachą), uliczki, swerek, stadion, aż skręciłam w ulicę prowadzącą do parku. Lubię ten park, ponieważ raz, że jest blisko, a dwa przebiegłam tam wiele pięknych kilometrów, toteż często tam wracam.

Większość trasy prowadzi po ubitej ziemi otoczonej przez wysokie drzewa rzucające cień. Jasne, jaskrawe, poranne słońce przedzierało się przez nieliczne odstępy między liśćmi, ogrzewając moją twarz podczas biegu.

Biegłam równo i powoli, napawając się śpiewem ptaków, soczystą i bujną zielenią, upojnym zapachem bzu i ciepłymi promieniami. Pod koniec trasy wybiega się z cienia na jasną polanę, która tego dnia była aż nienaturlanie biała, wręcz odblaskowa. Zachwycił mnie ten kontrast między zacienioną a rozświetloną częścią trasy, którą sobie biegłam, do tego stopnia, że aż ten widoczek namalowałam.

Powyższy pejzaż namalowałam akrylami na bawełnianym podobraziu o wym. 40 x 50 cm. Uprzedzając pytania – nie jest do kupienia. 🙂

„Głowa moja pełna jest najdzikszych sprzeczności!”

Portret ze zdjęcia, akrylu, na płótnie bawełnianym o wymiarach 40 x 50 cm, 2015 r.