Szkarłatne maki, jak szkarłatna jest krew

Kilka razy próbowałam zebrać myśli w logiczny ciąg zdań o prawach kobiet, ale za każdym razem brzmiało to zbyt pokracznie, nieprecyzyjnie i grafomańsko, więc się poddałam i postanowiłam moje myśli namalować. W zasadzie wylałam to z siebie za pomocą czerwonej farby – symbol krwi, z którą to krwią my, kobiety, praktycznie ciągle mamy do czynienia. Tak też powstaje cykl akwareli „Szkarłatne maki, jak szkarłatna jest krew”. Maki będę dalej malować i uzupełniać poniższą galerię, natomiast samą interpretację pozostawiam Wam… Peace & Love.

Lekki oddech akwareli

Są czasem takie dni, kiedy musisz odpocząć. Niby dzień wygląda tak samo jak poprzednie, niby nic się nie dzieje, a Twoja głowa wysyła wciąż ten sam sygnał: „Odpocznij od tego!”. Zwykle wtedy biegam, żeby oczyścić myśli, ale wczoraj i bieganie wydawało się niewystarczające; więc sięgnęłam po akwarele.

Niedawno dostałam w prezencie komplet rosyjskich farb awarelowych – Nevskaya Palitra.

Podstawową różnicą między akwarelą, a farbami akrylowymi i olejnymi, jakimi do tej pory malowałam, polega na kryciu – aryl i olej to farby kryjące, a akwarela – wprost przeciwnie. W związku z tym zawsze z pewną nutą niepewności zasiadałam do akwareli, bo wiedziałam, że moje dotychczasowe doświadczenie w malowaniu jest zgoła inne niż to, jakie powinnam mieć w przypadku akwareli; ale z drugiej strony – bez przesady. Z akwareli się nie strzela – cytując klasyka, więc przygotowałam pędzle, wodę i wyjęłam blok Canson.

Potem było kilka prób, by wyczuć jak pędzel reaguje z farbą i jaki efekt to wszystko daje na papierze:

Jakieś 2 godziny później poczułam się już na tyle pewnie, że zaczęłam coś „na czysto”. Efekt był dla mnie niesamowicie satysfakcjonujący.

Akwarela nie taka straszna jak ją… malowałam!