Prosta radość kolorów

Są takie dni, kiedy masz uśmiech od ucha do ucha, choć nie za bardzo wiesz – dlaczego? Wtedy wszystko wydaje się prostsze, milsze i bardziej kolorowe. Takiego dnia powstał poniższy obraz. Najpierw miała to być górnolotna dekonstrukcja kostki Rubika, ale skończyło się na czystej, prostej, niczym nie zmąconej radości z malowania szpachelkami.

Wymiary: 33 x 28 cm

Technika: akryl i pasta strukturalna

Rok powstania: 2020 r.

Proxima parada

Proxima parada to po hiszpańsku następna stacja. Pierwszy raz usłyszałam to w pociągu z Malagi do Cordoby tuż przed stacją w Antequera-Santa Ana. „Me gusta” pomyślałam i wróciłam do podziwiania rozmazanego krajobrazu hiszpańskiej ziemi z okna pociągu.

Obraz „Proxima parada” to właśnie wspomnienie tego widoku zmieszanych barw ubitej, pomarańczowej ziemi, soczystej, bujnej zieleni i czystego lazuru nieba.

Najpierw naniosłam na płótno wstępną warstwę kolorów, żeby nie pogubić się na płótnie. W międzyczasie zmieniła mi się koncepcja i znów sięgnąłam po taśmę malarską. Nie chciałam zwyczajnego krajobrazu, który dokładnie przedstawi drzewa, kamienie, chmury. Chciałam efektu rozmycia spowodowanego prędkością pociągu bez zbędnego wdawania się w szczegóły, których i tak przecież nie widziałam.

Z lewej strony: podkład z taśmą.

Z prawej strony: podkład bez taśmy, ale już pierwszymi pasami gotowego obrazu.

Poniżej gotowy obraz. Z uwagi na użycie również pasty strukturalnej głównie w dolnej części obrazu efekt kamienistego podłoża jest bardziej realistyczny w tym nieco odrealnionym pejzażu.

Wymiar: 50 x 70 cm

Technika: akryl

Rok namalowania: 2020 r.

Święta to czas, kiedy można spokojnie stanąć przed sztalugą i dać się ponieść kolorom. W tym roku miałam ku temu dobrą okazję, a to z uwagi na mały challenge – czy uda mi się skopiować obraz „Tiger” autorstwa Franza Marca.

Tradycyjnie zaczęłam od szkicu.

A potem to już tylko kolorowanka.

W trakcie zauważyłam, że taśma malarska idealnie się nadaje do kreślenia prostych linii. Nie odkryłam Ameryki, ale bardzo przyspieszyłam całe malowanie.

Po kikunastu godzinach pracy uzyskałam taki efekt:

Wymiar: 50 x 60 cm

Technika: akryl

Rok namalowania: 2019

Gęby i maski

Za wiele z Gombrowiczowskich masek tutaj nie ma, ale mam ogromny sentyment do tego obrazu. Malowałam go 7 lat! W międzyczasie poznawałam akryl i bawiłam się kolorem. Odkryłam złotą farbę i pastę strukturalną (tę ostatnią nałożyłam na kryształki wokół tej złotej maski).

Dla porównania postępów poniżej zamieszczam obraz w jego początkowej fazie (ok. 2012 r.)

A jeszcze niżej efekt końcowy.

Wymiary: 50 x 60 cm

Technika: akryl

Rok namalowania: 2019 r.

Howgh!

„Indianin”.

Zaczęłam od szkicu na płótnie za pomocą miękkiego ołówka. Zwykle nie robię zbyt szegółowego szkicu, niemniej podczas malowania „Indianina” bardzo mi zależało na zmarszczkach i bliznach, dlatego trochę w ramach treningu, trochę z nadzieją na uzyskanie lepszego efektu podczas malowania farbą skupiłam się właśnie na detalach twarzy.

Szkic na płótnie miękkim ołówkiem

Gdy szkic był już gotowy, zaczęłam malować. W kilkanaście godzin postać Indianina była praktycznie gotowa. Nie mogłam się zdecydować na tło – w pierwszej wersji było… złote! Jednak ostatecznie wybrałam coś bardziej stonowanego…

Wykończenie farbą akrylową

Wymiary: 60 x 70 cm

Technika: akryl

Rok namalowania: 2017

Słoneczniki Aleksandry

Oczywiście, że to kopia jednej z wielu wersji słynnych „Słoneczników” van Gogha.

Na tym obrazie dość ważne są według mnie wyrażne pociągnięcia pędzlem i niewygładzanie farby. Dlatego „szczeciniak” dał radę!

Wymiary: 40 x 50 cm

Technika: akryl

Rok namalowania: 2009 r.

Czerwone maki

Ten mały obrazek powstał w środku nocy w ciągu kilkudziesięciu minut.

W dodatku namalowałam go palcami a jedynie wykończyłam delikatnie cienkim pędzelkiem.

Wymiary: 30 x 30 cm

Technika: akryl

Rok namalowania: 2009