Ćwiczenie czyni mistrza

Gdy byłam małą dziewczynką, dostałam od rodziców kilka książek o rysowaniu i malarstwie. Zamieszczone tam teksy rzadko spotykały się z moim zainteresowaniem, wolałam od razu usiąść do ołówków i rysować wszystko, co przedstawiają ilustracje tychże książek – od martwej natury, przez architekturę, po portrety.

Dziś znów sięgam do tych książek, ale już mniej spontanicznie. Przeczytałam wszystkie z wielką ciekawością nawet nie dla samych treści, bo znam to wszystko od strony praktyki, ale jestem pełna podzwiu dla autorów i tłumaczy (nie zapominajmy o tłumaczach!), że tak pięknie, konkretnie i jasno potrafią przekazać coś, co wielu artystów po prostu czuje i o tym nie rozmawia.

Taką właśnie książką jest chociażby „Rysunek artystyczny” autorstwa José M. Parramón’a. Po lekturze od deski do deski , wzięłam – a jakże – ołówki i znów zaczęłam rysować z ilustracji. Poniżej fotostory, jak to powstawało krok po kroku, w miniaturce tego posta z lewej strony znajdziecie oryginał, a z prawej – mój rysunek.

Na koniec mogę tylko polecić każdą książkę, którą napisał José M. Parramón. 🙂