Radosne podsumowanie roku 2020 i życzenia na 2021 :)

Praktycznie wszyscy odczuliśmy, jak paskudny był 2020, więc nie będę już o tym pisać. Mam za to przekonanie o tym, że w ciągu tych 366 dni 2020 r. pojawiły się i takie, które były wesołe, miłe, ciepłe, niezapomniane.

Dla mnie takim momentem był pewien marcowy wieczór, kiedy dotarło do mnie, co chcę robić w życiu. Poczułam, że moje marzenie o byciu malarką naprawdę mogę spełnić, tylko powinnam zebrać się w sobie i zacząć działać. No i… jakoś poszło.

Ten rok był dla mnie jako malarki rokiem niezwykle płodnym (zwłaszcza, że tak naprawdę zabrałam się za cokolwiek w kwietniu i jeszcze do lipca pracowałam równolegle na etacie); mimo to stworzyłam łącznie:

  • ok. 100 szkiców,
  • 80 akwareli,
  • 28 obrazów w akrylu,
  • 12 grafik w digitalu,
  • całą masę rozpoczętych prac. 🙂

Poza tym połowa z tego wszystkiego wyszła ode mnie i „zamieszkała” w nowych domach moich klientów. 🙂

Statystyki samego bloga też mnie cieszą – odwiedziło mnie prawie 2 000 osób i każda z nich musiała średnio kliknąć 3 razy w cokolwiek na blogu, bo wyświetleń jest prawie 6 000. 🙂 Dziękuję Wam. 🙂

Ponadto zorganizowałam praktyki studenckie, uruchomiłam i prowadzę 2 konta w mediach społecznościowych dla Lustkunst, nawiązałam współpracę z 3 podmiotami, wzięłam udział w wystawie zbiorowej, dostałam wyróżnienie w konkursie, otworzyłam swoją pracownię… Nie wspominając już nawet o samorozwoju, poznaniu nowych technik i samej radości oraz satysfakcji nie do opisania, jakie odczuwam od pewnego czasu.

Dla jednych to będzie niewiele, ale biorąc pod uwagę fakt, że dokładnie rok temu o tej porze tylko się miotałam w życiu i głównie byłam kłębkiem nerwów bez pomysłu i planu na siebie, uważam, że dla mnie osobiście to niezwykle dużo – wreszcie odnalazłam sens mojego istnienia na tej planecie i w dodatku mam poczucie, że wszystko, co zrobię dla Lustkunst, w ramach Lustkunst i jako Lustkunst jest dobre i komuś potrzebne. 🙂

Wystarczyło zacząć marzyć i wyobrazić sobie spełnienie tego marzenia. Potem tylko trochę odwagi, by wykonać pierwszy krok i dużo konsekwencji w dążeniu do celu…

Właśnie tego chciałabym Wam życzyć w nowym roku:

odwagi, by marzyć

odwagi, by te marzenia spełniać

jeszcze raz odwagi oraz konsekwencji i niezłomności, by każdego dnia zbliżać się do Waszego celu

Wszystkiego najlepszego! 🙂

Zmiany, zmiany, zmiany

Przez jakiś czas mniej było pisania, a więcej malowania; w związku z czym – zajęte ręce nie mogły nadążyć ze wszystkim. Co się działo w moim artystycznym świecie przez ostatnie tygodnie? Już piszę. Łyk kawy, soku, wody – co tam wolisz w ten letni, gorący dzień, i do dzieła! Dosłownie!

Po moim odejściu z normalnej pracy na etacie, postanowiłam nie czekać ani chwili dłużej, nie tracić czasu, tylko od razu zajęłam się poszukiwaniem możliwości dotarcia do większego grona z moimi obrazami, z moją twórczością w ogóle.

Wcześniej już, jakoś w marcu, trafiłam na bimago, które prowadzi program dla młodych artystów Young Art i pomaga w promocji sztuki „niezależnej i nowoczesnej”.

Udało mi się zostać uczestniczką tegoż programu, co zaowocowało i podpisaniem umowy, i już pierwszymi wzorami mojego autorstwa na produktach oferowanych przez bimago. Na razie tylko 4, ale kolejne już przesłałam i czekam na akceptację graficzną.

Wbrew pozorom to nie jest takie proste – narysować jakiś tam wzór i go wysłać. On musi mieć odpowiednią rozdzielność, wymiary, czyli cały szereg wymogów technicznych musi zostać spełniony… No i oczywiście – sam wzór musi być atrakcyjny, to jakby pierwszy warunek dopuszczenia wzoru do dalszej procedury (wszak mam do czynienia z profesjonalną firmą, która pozwala Polakom upiększać swojego domy! To musi mieć dobrą jakość!).

Także przy okazji zrobiłam sobie sama szybki kurs Photoshopa, żeby zapanować nad techniką i przesyłać poprawne wzory.

Zapraszam serdecznie. 🙂

W międzyczasie w mojej firmie rozpoczęły się praktyki studenckie. Praktykanta – moja imienniczka, długowłosa Ola, studentka V roku Wzornictwa na Politechnice Łódzkiej,otrzymała sporo zadań. Są one rozpisane na 8 cudownych tygodni lipca i sierpnia i dotyczą wszystkiego, o czym ja nie mam pojęcia, a co wniesie mojego bloga, a także moją firmę, na zdecydowanie wyższy poziom estetyczny i graficzny.

Stąd też m.in. zmiana logo. Poprzednie – narysowane przeze mnie na szybko jakoś w grudniu zeszłego roku – bardziej przypominało znicz niż pędzel, także zmiana była bardziej niż potrzebna. Po wielu dyskusjach Ola stworzyła projekt, który skradł moje serce. Prawda, że teraz jest pięknie?

I w końcu ostatni punkt tego wpisu – rozpoczęcie współpracy z prawdziwą galerią obrazów!

Wiadomo, że malarz maluje, a potem wstawia te malunki do galerii, które zajmują się sprzedażą. Jednak zanim do tego dojdzie, galeria prosi o przesłanie kilku prac, celem sprawdzenia, czy to się w ogóle nadaje do sprzedaży. Też chciałam „pokazywać się” w prawdziwej galerii.

Przeglądałam wiele różnych miejsc tego typu, zupełnie bez planu i pomysłu, aż trafiłam na stronę jednej z galerii, która przemówiła do mnie wielkimi literami. Galeria Sztuka dla ludzi. „Fantastyczna nazwa!” – pomyślałam i zaczęłam szperać dalej.

Im więcej informacji zdobywałam, tym bardziej chciałam trafić z moimi pracami do tej galerii. Trochę mnie onieśmieliła zakładka z już współracującymi z galerią artystami – wieloletnie doświadczenie, piękne historie, życiorysy związane tylko ze sztuką, wystawy, sława. Trochę onieśmielające…

…ale zaryzykowałam. „Najwyżej mi podziękują” – pomyślałam i zaczęłam przygotowywać zgłoszenie. Kilka najlepszych prac, parę słów o mnie (to zawsze jest najtrudniejsze, zwłaszcza że mój dotychczasowy dorobek artystyczny wynika tylko z pasji, której owoce zwykle lądowały w szufladzie, a co większe – w szafie albo w piwnicy rodziców, a nie z faktycznej, udokumentowanej działalności).

Trudno, 100% szczerości i niech się dzieje, co chce.

Zgłoszenie wysłałam w poniedziałek, 20 lipca.

Nadszedł piątek, 24 lipca, dochodziła godz. 09:00. Akurat skończyłam sprzątać w domu i miałam wyjść jeszcze po drobne zakupy, aż tu słyszę znajomy dźwięk odebranego maila.

Chwytam za telefon.

Odblokowuję go.

Klikam w pasek z powiadomieniem.

Otwieram maila.

Czytam.

Czytam.

Czytam.

Czytam znowu.

I znowu, bo uwierzyć nie mogę.

Sztuka dla ludzi.

„(…) miło nam poinformować, że jesteśmy zainteresowani…”

No nie wierzę!

Kolejne dwie godziny spędziłam na niedowierzaniu i informowaniu o tym znajomych, przyjaciół i rodzinę, a moja codzienność znowu się wywróciła do góry nogami (oczywiście zapomniałam o zakupach, w ogóle już nic mnie nie interesowało tego dnia, hahahaha).

Czułam się jakbym znowu miała 12 lat, jakbym znów była w podstawówce i rozwiązywała układ równań na tablicy na lekcji matematyki z najsurowszą nauczycielką świata. Wynik poprawny, więc pani stawia do dziennika 6. Takie uczucie docenienia i wyróżnienia towarzyszyło mi wtedy (bo to z matmą to akurat prawdziwa historia) i teraz. Tylko już nie noszę warkoczy.

Także podsumowując, zapraszam serdecznie, bo Sztuka dla ludzi ma aż 6 moich obrazów:.

Zmienił się też delikatnie wygląd bloga, w moich mediach społecznościowyych jest więcej treści zza kulis. 🙂 Zmianie ulegną też treści na blogu, który będzie faktycznie blogiem a nie – jak do tej pory – swojego rodzaju tablicą ogłoszeniową z info o nowych pracach. Kompletnie bez sensu. 🙂

W tej chwili kończę zamówienie od osoby prywatnej i zaczynam kolejne. Równolegle oczywiście – bimago, praktyki i poszukiwania kolejnych kanałów rozwoju artystycznego. 🙂

Dziękuję wszystkim, którzy do tej pory mnie wspierali i wciąż wspierają.

Nawet nie wiecie, jak wielką siłę mi dajecie!